Ojcze Nasz ks. Gurgacza (I)

Bohater na miarę naszych czasów

W sobotę 14 czerwca 2008 r., na dziedzińcu kościoła oo. Jezuitów pw. Św. Ducha, przy sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia odbyła się uroczysta Msza święta, podczas której uhonorowano pośmiertnie księdza Władysława Gurgacza SI Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie z rąk Jacka Sasina, ministra z kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego odebrała siostrzenica bohaterskiego kapłana - Maria Kuczma. Odczytany został również list Prezydenta RP do uczestników i organizatorów uroczystości. W uroczystościach wzięli udział: Posłowie na Sejm RP - Arkadiusz Mularczyk i Antoni Macierewicz (były Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego), Prezydent Miasta Nowego Sącza - Ryszard Nowak, Wiceprezydent - Bożena Jawor, Przewodniczący Rady Miasta - Artur Czernecki. Ks. Władysław Gurgacz

Podczas homilii, ksiądz Henryk Michalak przypomniał bohaterską postawę księdza Władysław Gurgacza wobec NKWD i UB, dziękował wszystkim żyjącym kombatantom i ludziom, dzięki którym trwa pamięć o żołnierzach Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej. Pamiętajmy o niezłomnym kapłanie, nazwanym "Popiełuszką okresu stalinowskiego", który służąc Bogu i ludziom, złożył własne życie w ofierze na ołtarzu wolnej Ojczyzny.

Ojcze nasz, który jesteś w niebie…

Władysław Gurgacz przyszedł na świat 2 kwietnia 1914 r. w Jabłonicy Polskiej k/ Krosna, a dwa dni później został ochrzczony w parafialnym kościele św. Marcina w pobliskiej Komborni. Czteroklasową szkołę powszechną ukończył w swej rodzinnej miejscowości. Dalsze nauki, na etapie niższego gimnazjum, pobierał w Korczynie oraz Krośnie. Wychowywał się w głęboko religijnej rodzinie, stąd też mimo oporów matki, jeszcze podczas nauki w gimnazjum powziął decyzję o wstąpieniu do zakonu jezuitów. Wspierany przez swoją siostrę, już jako siedemnastolatek postanowienie to zrealizował, wybierając nowicjat w Starej Wsi. Wkroczył na drogę służby Bogu. Po dwuletnim okresie nowicjatu, 5 sierpnia 1933 r. złożył pierwsze śluby zakonne.

Święć się imię Twoje…

Przepełnienie duchem modlitwy, nabożeństwo do Matki Bożej, praktykowanie umartwienia cechowały młodego alumna od początku życia w zakonie. W jednym z listów do matki pisał: "znalazłem szczęście w świętym Towarzystwie Jezusa i nie kłopoczę się zbytnio o przyszłość, bo ufność swą położyłem w Matce Najświętszej. Pisałem Wam już nieraz o tym, jak opieka Matki Najświętszej oraz Jej błogosławieństwo towarzyszy mi bez ustanku od pierwszych chwil życia zakonnego". W kolegium jezuickim w Pińsku uzupełnił swoje wykształcenie, a po zdaniu matury w 1937 r. podjął trzyletnie studia filozoficzne w krakowskim kolegium jezuickim, przy kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Przyjdź królestwo Twoje...

Nadszedł tragiczny rok 1939. Przeczuwając niebezpieczeństwo grożące Ojczyźnie, Władysław podczas pobytu na Jasnej Górze, w Wielki Piątek 1939 r. złożył akt całkowitej ofiary ze swego życia. Postępy wojsk niemieckich, skłoniły przełożonych krakowskiego seminarium do podjęcia decyzji o ewakuacji kleryków na wschód. 17 września dotarli do Dubna na Wołyniu, ale równocześnie tegoż dnia, wkroczyli tam sowieci. W obliczu zagrożenia aresztowaniem, klerycy uciekli na zachód. W Chyrowie Władysław trafił do sowieckiego aresztu, na szczęście po kilku dniach został zwolniony i przez zieloną granicę przedostał się do niemieckiej strefy okupacyjnej. Udał się do Starej Wsi, a stamtąd do Nowego Sącza, gdzie w kolegium u oo. Jezuitów, kontynuował przerwane studia filozoficzne i w trybie skróconym ukończył trzeci rok. W październiku 1940 r. rozpoczął już właściwe studia teologiczne. 24 sierpnia 1942 r. w kaplicy jasnogórskiej z rąk ks. bp. Teodora Kubiny przyjął upragnione święcenia kapłańskie. Na trzeci rok studiów teologicznych został przeniesiony do Warszawy.

Bądź wola Twoja…

Młody ksiądz Władysław oprócz udręki spowodowanej cierpieniami całego narodu, zapadł także na zdrowiu. Trudna do zdiagnozowania choroba (narzekał na bóle żołądka), zmusiła cierpiącego do poddania się długiej kuracji zdrowotnej, wyłączającej go czasowo ze społeczności zakonnej. Czas ten poświęcił na przygotowanie się do egzaminu licencjackiego. Sprawował także obowiązki duszpasterza w Kamiennej k. Wiślicy, gdzie w dworskiej kaplicy majątku Grabkowskich głosił swoje pierwsze kazania. Malował obrazy o treści religijnej, sygnując je inicjałami SM - Sługa Maryi. Jego gorliwość w wypełnianiu posługi kapłańskiej została doceniona przez lokalną społeczność, znalazła także uznanie u wizytującego parafię bp. Czesława Kaczmarka. W drugim dniu powstania warszawskiego w podziemiach domu pisarzy na ulicy Rakowieckiej, gdzie prowadzono konspiracyjne kursy teologiczne, SSmani zmasakrowali większość współbraci zakonnych - jego kolegów z czasu pobytu w Warszawie. Zginął razem ze współbraćmi, z modlitwą na ustach o. Władysław Wiącek SI, kierownik duchowy domu, także kierownik duchowy o. Gurgacza, jego spowiednik, ale i przyjaciel. Ks. Gurgacza ominął tragiczny los, jeszcze nie było mu dane stanąć w obliczu śmierci.

jako w niebie…

Ks. Stanisław Szymański, autor nieopublikowanej monografii o. Gurgacza, przekazał wymowny szczegół: "Gurgacz w licznych nowennach prosił o wstawiennictwo przyjaciół swoich, wymordowanych przez Niemców 2 sierpnia 1944 w czasie powstania warszawskiego. W szpitalu służebniczek starowiejskich w Gorlicach, w kwietniu 1945, spotkał por. Zenona Sokołowskiego, który wskutek wybuchu miny doznał ciężkich obrażeń. Ręka i noga uległy strzaskaniu, a reszta ciała stanowiła jedną wielką ranę. Stwierdzono zakażenie i nie widziano możliwości utrzymania rannego przy życiu. (Nie znano wtedy antybiotyków). Gurgacz udzielił choremu sakramentów świętych i zalecił modlitwę do ks. Władysława Wiącka, świątobliwego jezuity zamordowanego przez Niemców w drugim dniu powstania warszawskiego. Nastąpiło przesilenie choroby. Po dwóch tygodniach chory wstał z łóżka i mógł chodzić o własnych siłach. Wkrótce opuścił szpital bez śladu kalectwa". Zanotowano kilka wypadków, z których Gurgacz wyprowadzał ludzi dzięki modlitwie przez wstawiennictwo ks. Wiącka. W jakiejś konferencji powiedział ks. Gurgacz: "Świątobliwy o. Wiącek był tytanem pracy. Wykłady, kazania, rekolekcje, spowiedzi penitentów, którzy ściągali do niego tłumnie, porady duchowe i szereg innych zajęć pełnił tak pogodnie, jakby był to dla niego czas wypoczynkowych wakacji. Łączył to z wielkimi umartwieniami i długimi modlitwami. Promieniował przy tym urokiem młodości wzbijającej się nad poziomy. Wszędzie, gdzie się zjawił przynosił radość i krzesał iskry zapału nawet w najbardziej odrętwiałych duszach".

Żołnierze PPAN, po prawej ks. Władysław Gurgacz, 1948 r.

tak i na ziemi…

Ksiądz Gurgacz, któremu nie było pisane podzielić losu swych kolegów, 18 sierpnia 1944 r. w Starej Wsi złożył końcowy egzamin licencjacki. Stamtąd udał się do Rzeszowa, na badanie pogarszającego się stanu zdrowia, gdzie w szpitalu postawiono diagnozę zalecając natychmiastową operację. Mimo tego ks. Gurgacz powrócił do Starej Wsi, gdzie pisał homilie i prowadził rekolekcje. Postępy choroby zmusiły jednak ks. Władysława do poddania się szpitalnemu leczeniu, stąd też udał się do szpitala w Gorlicach. Aby możliwa była operacja, lekarze w pierwszej kolejności byli zmuszeni doprowadzić wyczerpany organizm pacjenta do lepszej kondycji. Wykorzystując okres leczenia ks. Władysław przejął funkcję szpitalnego kapelana, nie ograniczając się do głoszenia kazań i spowiedzi, ale prowadząc indywidualne nauki i przygotowując dorosłych (w tym i żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego) do I Komunii Świętej. 20 września 1946 r., po rozpoczęciu operacji, której towarzyszyła modlitwa personelu i pacjentów szpitala głośno odmawiających Różaniec, okazało się, że nie znaleziono śladów owrzodzenia dwunastnicy. Powodem dolegliwości mogły być schorzenia psychosomatyczne. Po krótkim pobycie w szpitalu, wyjechał na rekonwalescencję do Zakopanego. Powrócił na krótko do Gorlic, stamtąd został przeniesiony do Nowego Sącza i ostatecznie we wrześniu 1947 r. objął funkcję kapelana Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, prowadzących w Krynicy tzw. ochronkę

. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

W Krynicy wsławił się płomiennymi kazaniami i niebywale owocną pracą spowiednika. Ludzie sponiewierani wojną, pod wpływem księdza Gurgacza powracali do wiary, jednali się z Bogiem i bliźnimi. W swoich śmiałych kazaniach nie wahał się przed nazywaniem zła po imieniu i przed krytyką nowej, komunistycznej rzeczywistości. To przysporzyło mu oprócz popularności także i wrogów. W początku listopada został napadnięty przez pijanego komendanta MO z pobliskiej wioski, który bez pytania strzelił do kapłana z pistoletu. Był to jednak na szczęście niewypał. Milicjant chwycił księdza za gardło, podczas szamotaniny znowu strzelił, ale i tym razem niecelnie. Po zawiadomieniu o tym incydencie milicji, przepraszano Gurgacza, obiecując sprowadzić winowajcę do ochronki i zmusić do publicznego przeproszenia. Ksiądz odpowiedział, że się nie gniewa i z serca mu daruje - "niech się tylko więcej nie upija, bo człowiekowi na jego stanowisku nie wolno tego czynić". Kolejny zamach na kapłana, kiedy w chwili strzału oddanego przez milicjanta, ksiądz padł na ziemię i dzięki temu ocalił życie, nie pozostawiał wątpliwości, co do intencji nowej władzy "ludowej". Wielkopostne rekolekcje w Krynicy, które przeprowadził w marcu 1948 r. zamknęły ten etap działalności duszpasterskiej ks. Gurgacza.

cdn. Leszek Zakrzewski

 

powrót